Nic ciemność. Przez nią przepłyniem,

a ręce na niej — promień

w błogosławionym czynie,

w żyjącym gromie,

bo i z krzemienia się śpiewa

wieczność rosnąca — drzewa.

Nic gruzy. Ale ująć

powietrze: tam formy rosną

z guseł i zaklęć — kołując —

coraz to bliższe. Mocno