IV. Dni

Jestem sam, ja i puste dni zmierzchem brunatne

jak liście poskręcane jesienią w agonii.

Dni z szelestu wysnute, z nocy bez majaczeń,

zwarzone cichym skrzypem kłamanej ironii.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A może dni te skłamał ktoś, tępy przechodzień

plugawiący różowe odblaski i słowa,

i może kłamstwo spadnie szarzejącą nocą,

dni się zjawią zielenią i powiedzą: prowadź.