pnie się w niej ten rośliny puch, twardnieje w orzech

i czeka też, i milczy [...]

*

A był to bój jak skała ciężki, skrzepły w sobie.

Ulica była ciemna. Bił głos. Z okien nisko —

— zlęknionych oczu listek. Od krwi było ślisko.

Sypki grzechot o ściany. Potem świst. Schyleni,

przypadali głowami jak do dna — do ziemi.

A ziarna kul jak nici czerwone śród nocy

szyły wzburzoną ciemność. On zgarnął — na oczy