a na ziemi chrzęst kości i stali.

Jakichśmy warg otchłanie całowali,

że ssą nas w grób złe i głodne?

Jak przemierzyć ten lęku obszar,

od bojowisk odedrzeć nieboskłon?

Ludzie źli, ziemia dzika — coraz młodsza —

— dziecko niedobre, co zabija troską.

Rozerwały się miłości jak korzenie.

Nachmurzone stoją burze — drżąc.

Tylko jeszcze tchem, co idzie z ziemi,