mocują się z żyłami golfstromów pod niemi.

I jeszcze, jeszcze dalej — gdzie stąpną — zwycięscy,

I tam jeszcze, w ojczyźnie, z dłońmi zgorzałemi,

tam zawsze podeptani, tam zawsze na klęsce

jak na trumnie orkanu — wieniec serc na ziemi.

I tak mijają lata: rzeki, miasta niosą

jak czarną krę pożogi odbitą aż do dna,

i ciemność, ciemność głuchą. Wyje ziemia głodna

rykiem z pól wyoranym, wydartym z pogromów,

a na niej stoją widma rozrąbanych domów,