Ja nie okrętem Tobie, bo gdzie by mi unieść

Twój czas nienazywany, Twoje sny — zrozumieć.

Ja sam we śnie płaczący, skuty małym strachem,

przybity niebem znaków jak zwalonym dachem.

Ja sam w tym śnie rzucając ramionami w ciszę,

sam swoich dni nie umiem, swych ramion nie słyszę.

Przywróć mi, Panie, siłę zamyśleń skupionych,

gdzie mimo trwóg świadomość — ręce są jak dzwony

poważne, morzem brzmiące, a światem serdeczne,

co choć w nim, to ponad nim blaskiem — ostateczne