Matka szła o twarzy wyrzeźbionej

w smugi smutku, jakby się nią przelał

czarny płomień zamknięty we łzach.

A łzy były za Tytanem tęsknione

i nie gorzkie już, a tylko czerwone.

Wtedy w piersi Tytana obłok

tak się dźwięcznie w białą chmurę skłębił,

że po halach posypał się pogłos

cekinami mieniących gołębi.

I w ramionach Matki zamilkły