My sami — takie chmurki u skrzyżowania dróg,

gdzie armaty stuleci i krzyż, a na nim Bóg.

Te sznury, czy z szubienic? długie, na końcu dzwon —

to chyba dzwon przestrzeni. I taka słabość rąk.

I ulatuje — słyszę — ta moc jak piasek w szkle

zegarów starodawnych. Budzimy się we śnie

bez głosu i bez mocy i słychać, dudni sznur

okutych maszyn burzy. Niebo krwawe, do róży

podobne — leży na nas jak pokolenia gór.

I płynie mrok. Jest cisza. Łamanych czaszek trzask;