pełną szmeru i trzasku, aż kark ciemny wzniesie

i stoi wśród szelestu mąż, a może bawół,

i czarny róg obciera iskier złotą trawą.

A potem w dom uderza i na ścianach drgną

rogi i płaskie czaszki zaprzedane snom,

a tętent kopyt cichy wzejdzie i w księżycu

jak w drętwej palmie blasku odchodzą powoli

widma ciał przywróconych, w zamyśleniu rycząc;

i szron strącają lekko z krzaków, a przed nimi —

— On sypiący iskrami, które gasnąc syczą