i jeszcze większa ciemność w powietrzu zawiśnie.

Jan widział ciała ciemne i jeszcze raz nabił,

i jak oporne zwierzę długo w dłoni dławił

broń. Znów zatrzepotał skrzydłem ołowianym

zerwany łańcuch strzałów. Potem granat w górę

trysnął i raz na zawsze zamilczał w ciemności

zmiażdżony bruk i bezruch czarnych ciał.

On jeszcze chwilę wyższy jakby stał

u ściany, przedłużony cieniem, potem skośny

jak kostur, co przy murze postawiony czeka,