I naraz, w jednej chwili, wszystko się zmienia. Z tym jednym „Ach, więc tak?”. Jeżeli przedtem panowie z Histadruth Haowdim zasypywali mnie jak gradem kul tym całym słownictwem i frazeologią rewolucyjną — to teraz zwija się ta cała ofensywa, teraz po prostu ja przechodzę do ataku.
Choć kryje się on w pytaniach, refleksjach, ciekawości.
— Zatem, jak mi panowie mówią, z czterech typów budownictwa robotniczego Histadruthu typem najmniej stosowanym jest typ czwarty??
(Nie. Wcale się nie mylę. Mój czerwony rozmówca odczuł także to pytanie jako atak. Gdzieś się załamała cała jego swada, cała bezpośredniość, cała lotność jego odpowiedzi).
— Tak — odpowiada — istotnie.
— A za to — podkreślam owo „za to” — typem najbardziej przez was — podkreślam owo „przez was” — budowanym jest typ drugi i trzeci??
— Tak. Tak jest.
W owych twierdzeniach ścisza się cała bezsiła człowieka, co chwilę temu szedł na mnie z pełnymi rękoma argumentów, a teraz wypadły mu z nich wszystkie. Jest zbyt silny, by nadrabiać i negować.
A teraz „cichym sztychem”:
— Jeżeli dobrze zrozumiałem te cenne informacje, jakie panowie zechcieli mi dać, to owym zarzuconym „typem czwartym” są domy-wspólnoty, nieznające pojęcia odrębnych mieszkań dla rodziny, stanowiące kolektyw, gdzie wspólnymi są dzieci i ubrania, kuchnia, jadalnia, gdzie każdy (każda) ma tylko osobny pokój względnie miejsce. Zaś typy drugi i trzeci — to domy jednostkowe, dla rodziny, zupełnie odrębne, nawet z własnym ogrodem i stanowiące najzupełniej własność prywatną. Coś jakby wille dla robotników.