A ten na to:

— To może jeszcze ktoś nam pachnidła przyniesie, abyśmy się i miłą wonią raczyli.

— Nigdy w świecie — rzekł Sokrates. — Bo jak inna szata jest piękna dla mężczyzny, a inna dla kobiety, tak też i woń inna przystoi mężczyźnie, a inna kobiecie. Albowiem żaden mężczyzna nie naciera się pachnidłami ze względu na drugiego męża; kobiety zaś, a zwłaszcza młode mężatki, jak na przykład żona naszego Nikerata i Krytobula — po co one właściwie tych pachnideł potrzebują? Przecież i tak pachną. Tymczasem woń oliwy, którą się nacieramy w sali gimnastycznej, jest dla kobiet znacznie milsza niż woń pachnideł, a jej brak jest znacznie przykrzejszy. Namaściwszy się pachnidłami, w tejże chwili i wolny, i niewolnik jednakowo wonieją. Woń zaś pochodząca z trudów wolnego człowieka117 wymaga przede wszystkim zajęć szlachetnych118, i to przez długi czas, jeżeli ma być miła i godna wolno urodzonego.

A Lykon119 powiedział:

— To może dobre dla młodych, ale jaka woń przystoi nam, którzy się już nie gimnastykujemy?

— Szlachectwa duszy, na Zeusa — odrzekł Sokrates.

— A skąd by można wziąć coś takiego do nacierania?

— Na Zeusa, z pewnością nie od kramarzy handlujących olejkami.

— Ale skąd?

— Otóż Teognis120 — rzekł Sokrates — powiada: