— Już dobrze — rzekł Charmides. — Ale teraz ty, Syrakuzańczyku, powiedz, z czego jesteś dumny. Pewnie z chłopca?
— Broń boże — odpowiedział — wcale nie. Przeciwnie nawet, mocno się obawiam o niego. Bo, jak widzę, niektórzy czyhają na jego zgubę.
— Na Heraklesa171! — zawołał Sokrates, usłyszawszy to. — Czymże według ich zdania ten chłopiec ich skrzywdził, że chcą go zabić?
— Ależ nie zabić — odpowiedział — tylko namówić, by spał z nimi razem.
— A ty, jak się zdaje, uważasz, że w tym byłaby jego zguba.
— I to do cna.
— A sam nie śpisz z nim razem?
— Oczywiście śpię co nocy, i to przez całą noc.
— Na Herę — rzekł Sokrates — toż to wielkie szczęście, że jedynie twa skóra nie grozi zgubą współśpiącym. Skutkiem tego możesz się szczycić nie czymś innym, tylko właśnie swą skórą.
— Ależ, na Zeusa — rzekł — tym się nie szczycę.