Wtedy to oczywiście ustawiali się z wielkim pośpiechem, Klearch na prawym krańcu skrzydła przy rzece Eufrat, tuż Proksenos, a reszta za nim, Menon zaś zajął lewy kraniec helleńskiego skrzydła. Z barbarzyńskiego wojska około tysiąca paflagońskich153 jeźdźców stanęło obok Klearcha na prawym skrzydle, a także helleńscy peltaści, na lewym zaś Ariajos, dowódca sił Cyrusa, i reszta wojska barbarzyńskiego, Cyrus zaś i około sześciuset jego jeźdźców w środku, wszyscy, z wyjątkiem Cyrusa, uzbrojeni w pancerze, nabiodrki154 i hełmy. Cyrus bowiem stawał, nie chroniąc głowy hełmem155. Wszystkie konie miały naczółki i napierśniki, jeźdźcy mieli także helleńskie miecze.
Już i południe nastało, a jeszcze nie widać było nieprzyjaciela. Dopiero kiedy południe minęło, pokazał się tuman pyłu, jakby biały obłok, a niedługo potem kurzawa, jakby czarna chmura, rozpościerająca się na równinie. Kiedy zaś się zbliżyli, zaraz i spiż zabłysnął i stopniowo coraz lepiej widać było włócznie i szeregi. Na lewym skrzydle nieprzyjacielskim była jazda w białych pancerzach, Tissafernes miał nią dowodzić. Do niej przytykali lekkozbrojni z tarczami plecionymi, a do tych znowu ciężkozbrojni z drewnianymi tarczami, sięgającymi aż do nóg. Mówiono, że to są Egipcjanie. Oprócz tych byli jeszcze jeźdźcy i łucznicy. Wszyscy oni maszerowali uszykowani według narodów, każdy naród w czworoboku pełnym ludzi156. Przed nimi jechały w znacznych odstępach wozy bojowe, jak wiadomo, zwane kosonośnymi. Miały bowiem kosy z osi na boki wychodzące, a także pod siedzeniem do ziemi skierowane, aby przecinały wszystko, co napotkają. Celem ich było wjechać między szyki helleńskie i przełamywać je. Jednak co się tyczy tego, co Cyrus powiedział, kiedy zwoławszy Hellenów, zachęcał ich do wytrzymania krzyku nieprzyjaciół, to w tym się zawiódł, albowiem nie z krzykiem, ale w milczeniu, ile możności, spokojnie, w równej linii i z wolna zbliżali się.
Tymczasem Cyrus, przejeżdżając wzdłuż linii z tłumaczem Pigresem i z trzema czy czterema innymi, wołał do Klearcha, aby prowadził wojsko ku środkowi, ponieważ tam jest król: „Jeżeli tam — rzekł — zwyciężymy, dokonamy wszystkiego”157. Klearch wprawdzie widział centrum nieprzyjaciela i słyszał od Cyrusa, że król jest poza lewym skrzydłem — tak bardzo bowiem król górował liczbą, że zajmując środek swego wojska, był jeszcze poza lewym skrzydłem Cyrusa — lecz pomimo to nie chciał oddalać prawego skrzydła od rzeki, z obawy, by go z obu stron nie otoczono. Odpowiedział więc Cyrusowi, że już sam dbać o to będzie, aby sprawa wzięła pomyślny obrót158.
W tej chwili wojsko barbarzyńskie zaczęło postępować w równej linii naprzód, helleńskie zaś ciągle na tym samym miejscu dopełniało swoje szeregi tymi, co jeszcze nadchodzili. A Cyrus, przejeżdżając w pewnej odległości od swego wojska, wiódł oczyma wkoło, spoglądając na obie strony, tak na nieprzyjaciół, jak na przyjaciół. Ujrzawszy go z helleńskiego wojska Ateńczyk Ksenofont, zbliżył się, aby się z nim spotkać, i zapytał, czy czegoś nie rozkaże, a on, wstrzymawszy konia, kazał powiedzieć wszystkim, że wróżby i znaki z ofiar są pomyślne. Mówiąc to, usłyszał szmer idący przez szeregi i zapytał, co to za szmer. Ten zaś odpowiedział, że to hasło przechodzi już po raz drugi159. On, zdziwiony, kto je wydał, zapytał, jak brzmi to hasło. Ten zaś odpowiedział: „Dzeus Zbawiciel i Zwycięstwo”. Cyrus, usłyszawszy to rzekł: „A więc przyjmuję160 i niech się to stanie”. Po czym odjechał na swoje stanowisko.
I już oba szyki bojowe nie więcej jak na trzy lub cztery staje były od siebie oddalone, kiedy Hellenowie zaśpiewali pieśń bojową i zaczęli iść161 naprzeciw nieprzyjaciół. Kiedy zaś podczas tego marszu wysunęła się naprzód pewna część linii bojowej, pozostała w tyle zaczęła ją biegiem dopędzać, a równocześnie wszyscy podnieśli okrzyk na cześć Enyaliosa162, i wszyscy poczęli biec. Mówią też, że niektórzy uderzali włóczniami o tarcze, strasząc nieprzyjacielskie konie. Nim się zbliżono na jedno strzelanie z łuku, barbarzyńcy odwracają się i uciekają. Wówczas puścili się za nimi Hellenowie z całej siły, nawołując jedni drugich, by się nie wyprzedzać w biegu, lecz postępować w szyku. Wozy bojowe, bez woźniców, pędziły jedne na samych nieprzyjaciół, inne wpadały i na Hellenów. Ci zaś, ilekroć je z daleka zobaczyli, rozstępowali się. Jeden wprawdzie został porwany, podobnie jak na wyścigach konnych, gdy ktoś w osłupieniu nie dość szybko ustąpi. Wszelako, jak mówią, i temu się nic nie stało i w ogóle nikt spomiędzy Hellenów nie doznał szkody w tej walce, z wyjątkiem jednego na lewym skrzydle, który podobno został ustrzelony z łuku.
Cyrus wprawdzie z radością patrzał, jak Hellenowie zwyciężają zastępy przeciwników i ścigają je, a otoczenie biło już przed nim czołem, mimo to nie dał się ponieść do pościgu, lecz skupiwszy swój oddział z sześciuset jeźdźców, śledził, co król uczyni. Wiedział bowiem, że zajmuje on środek perskiego wojska. W ogóle wodzowie barbarzyńców sprawują dowództwo, znajdując się w środku swego wojska, nie tylko dlatego, że są w najbezpieczniejszym miejscu, gdy ich siła zbrojna jest z obu stron, lecz i dlatego, że każdy rozkaz wojsko usłyszy w czasie o połowę krótszym. Król znajdował się wtedy w środku swego wojska, ale poza lewym skrzydłem Cyrusa. Kiedy więc z przeciwnej strony nikt z nim nie walczył ani z szykami stojącymi przed nim, począł zataczać koło, jakby w celu oskrzydlenia. Cyrus tedy, bojąc się, aby zaszedłszy z tyłu, nie wyciął w pień helleńskiego wojska, pośpiesza naprzeciw i uderzywszy ze swymi sześciuset, zwycięża szyki stojące przed królem. Zmusił do ucieczki hufiec sześciotysięczny i miał zabić własnoręcznie ich dowódcę, Artagersesa.
Kiedy nastąpiła ucieczka, rozprasza się także w pościgu owych sześciuset jeźdźców Cyrusa, tylko bardzo niewielu pozostało przy nim, prawie wyłącznie tak zwani „towarzysze stołu”. Wtem spostrzega króla i orszak dokoła niego skupiony, i natychmiast, nie mogąc się powstrzymać, ze słowami: „Widzę tego człowieka” rzuca się na niego, trafia go w piersi i rani przez pancerz — jak podaje lekarz Ktezjas163, który też zapewnia, że sam tę ranę leczył.
W chwili gdy Cyrus godzi na króla, trafia go ktoś silnie włócznią pod oko. Ilu wtedy zginęło z otoczenia królewskiego, w tej walce Cyrusa i króla i obu orszaków, z których każdy stawał za swego pana — to podaje Ktezjas, był bowiem przy nim. Cyrus jednakże poległ sam, i ośmiu najznakomitszych legło na nim. Artapates zaś, najwierniejszy z jego dworzan, zeskoczył, jak opowiadają, z konia, skoro zobaczył, że Cyrus padł, i rzucił się ku niemu. I jedni mówią, że król rozkazał komuś zabić go na zwłokach Cyrusa, drudzy zaś, że sam się zabił, wyciągnąwszy swój pozłacany miecz; nosił także łańcuch na szyi i naramienniki, i inne ozdoby, jak najznakomitsi Persowie. Obsypywał go bowiem Cyrus zaszczytami za jego przywiązanie i wierność.
9. Tak więc zginął Cyrus, człowiek, według zgodnego zdania tych, co go bliżej znali, najgodniejszy panowania i królewskiego majestatu spomiędzy wszystkich Persów po Cyrusie Starszym164. Kiedy jeszcze w chłopięcym wieku wychowywał się z bratem i innymi chłopcami, uchodził za najlepszego ze wszystkich, i to pod każdym względem. Wszyscy bowiem synowie dostojników perskich wychowują się na dworze królewskim. Można tam nabyć doskonałego ułożenia i szlachetnych obyczajów, a nic brzydkiego ani się nie słyszy, ani nie widzi. Oglądają zaś chłopcy na własne oczy lub poznają ze słyszenia takich, których król zaszczyca, i innych, którzy popadli w niełaskę. Skutkiem tego już od lat dziecinnych uczą się rozkazywać i słuchać. Cyrus przede wszystkim czynił wrażenie najskromniejszego165 pomiędzy rówieśnikami i wobec starszych posłuszniejszym był nawet aniżeli niżsi stanem od niego. Wielki miłośnik koni, umiał sobie znakomicie z nimi radzić. Sądzono także, że co się tyczy rzemiosła wojennego, tak w strzelaniu z łuku, jak w rzucaniu dzidą jest bardzo pojętny i pilny. Skoro zaś już wiek na to pozwalał166, okazał się namiętnym myśliwym, bardzo odważnym wobec dzikich zwierząt. Raz nie uciekł przed niedźwiedziem, który się rzucił na niego, ale zastąpił mu drogę. Wprawdzie został ściągnięty z konia i odniósł kilka ran, z których miał potem blizny, w końcu jednak zabił go, a tego, który najpierw przybył mu na pomoc, obdarzył w sposób budzący w wielu zazdrość i zdumienie. Kiedy został posłany przez ojca jako satrapa do Lidii, Frygii Większej i Kapadocji, tudzież mianowany wodzem wszystkich wojsk, których obowiązkiem było zgromadzać się na kastolskiej równinie, to najpierw okazał, iż za najświętszą powinność uważa pod żadnym warunkiem nie łamać słowa, czy to z kimś umówił się, czy komuś coś przyrzekł. Przeto też ufały mu tak miasta, które mu się poddały, jak i jednostki167, a jeżeli ktoś był jego nieprzyjacielem, to był pewny, że jeżeli Cyrus z nim się pogodził, żadnej krzywdy wbrew umowie nie dozna. Dlatego więc, gdy zaczął wojnę z Tissafernesem, wszystkie miasta z własnej, nieprzymuszonej ochoty wolały stanąć po stronie Cyrusa zamiast Tissafernesa, oprócz Milezyjczyków168. Ci zaś bali się go, ponieważ nie chciał opuścić wygnańców. Albowiem i czynem okazał, i głośno oświadczał, że skoro raz został ich przyjacielem, nigdy by ich nie opuścił, nawet jeżeliby ich jeszcze mniej było i w jeszcze gorszym położeniu. Było widoczne, że także doznane dobrodziejstwa lub krzywdy starał się z nawiązką odpłacać, a niektórzy opowiadają o jego życzeniu, że pragnąłby tak długo żyć, dopóki by nie przewyższył w odpłacie tych, co mu zło wyrządzają. Toteż bardzo wielu pragnęło powierzyć jemu jednemu za naszych czasów swe mienie, miasta169 i życie.
A tego już zaprawdę z pewnością nie można było powiedzieć, że złoczyńcom i niesprawiedliwym pozwalał drwić z siebie. Przeciwnie, karał ich za wszystko z największą bezwzględnością. Często więc można było widzieć przy uczęszczanych gościńcach ludzi pozbawionych nóg, rąk albo oczu170, tak iż w prowincjach Cyrusa, bez różnicy Grek czy barbarzyńca, jeśli tylko w niczym nie zawinił, mógł bezpiecznie podróżować, dokąd tylko chciał, i mieć ze sobą, co mu się podobało.