A trzeba było, zrobi ktoś uwagę, wtedy wziąć odpowiedni zastaw, żeby nie mógł oszukiwać, choćby chciał. Posłuchajcie, co na to odpowiem, choć gdyby nie wasza niesprawiedliwość i czarna niewdzięczność wobec mnie, nigdy bym tego nie powiedział w jego obecności. Przypomnijcie sobie, w jakich byliście warunkach, kiedy was przywiodłem do Seutesa. Nieprawdaż, że szliście do Perintu, a Lacedemończyk Arystarch kazał pozamykać bramy i zabronił wam wejścia? Obozowaliście więc za miastem pod gołym niebem, i to w zimie. A jaki był targ, źródło zaopatrywania się w żywność: niewiele widzieliście rzeczy na sprzedaż, niewiele mieliście pieniędzy na kupno, a konieczność zmuszała do pozostania w Tracji, gdyż trójrzędowce, stojące w porcie na kotwicy, nie pozwalały nam przeprawić się przez morze na tamtą stronę. Jeżelibyśmy jednak mieli zostać, czekał nas pobyt w kraju nieprzyjacielskim, który mógł wystawić przeciw nam moc konnicy i moc peltastów, a my sami tylko hoplici. Idąc wszyscy razem na wioski, może zdołalibyśmy nabrać dosyć zboża, ale nie zdołalibyśmy w pościgu ująć ani jeńców, ani bydła. Albowiem nie zastałem już u was zorganizowanych oddziałów jazdy i peltastów. Gdybym więc w takim położeniu pozyskał Seutesa na sprzymierzeńca dla was, nie zażądawszy wcale żadnego żołdu, Seutesa, który miał potrzebnych wam konnych i peltastów, czyż waszym zdaniem zła by była ta moja troskliwość o was? Przecież od czasu połączenia się z nim znajdowaliście we wsiach więcej zboża, gdyż Trakowie byli zmuszeni z większym pośpiechem uciekać, i więcej dostaliście bydła i jeńca. I nieprzyjaciela nie widzieliśmy żadnego, odkąd się konnica do nas przyłączyła, a przedtem nieprzyjaciele szli śmiało w trop za nami, konnica i peltaści, w żadnym miejscu nie pozwalając nam się podzielić na drobne grupy, by z różnych stron zgromadzić większe zapasy żywności. Jeżeli więc człowiek, który przyczynił się do zapewnienia wam takiego bezpieczeństwa, nie płacił wam w dodatku pełnego żołdu za to bezpieczeństwo, czy już skutkiem tego wasze położenie jest tak straszne, że nie powinniście, jak wam się zdaje, mnie puścić z życiem? A teraz, jak się zabieracie do odejścia? Czyż nie przezimowaliście dostatnio, we wszystko zaopatrzeni, zostawiając sobie jako nadwyżkę to, co dostaliście od Seutesa? Przecież korzystaliście z majątku nieprzyjaciół. A przy tym wszystkim nie widzieliście nikogo zabitego w swych szeregach, nie mieliście strat w żywych. A jeśli dokonaliście zaszczytnych czynów, walcząc przeciw barbarzyńcom w Azji, toście bez uszczerbku dla dawnej sławy jeszcze nową zyskali, zwyciężywszy europejskich Traków, przeciw którym podjęliście wyprawę. Co do mnie, to twierdzę, że słusznie należy się od was wdzięczność bogom za to, za co do mnie czujecie żal.
Takie to jest wasze położenie. Przebóg, zastanówcie się teraz nad moim położeniem. Odchodziłem wtedy do domu, mając u was chwałę, a przez was sławę u innych Hellenów. Miałem zaufanie u Lacedemończyków, bo inaczej nie byliby mnie posyłali do was z powrotem. Teraz odchodzę wobec Lacedemończyków przez was oczerniony, Seutesowi z powodu was nienawistny, a spodziewałem się dzięki wam znaleźć w nim kiedyś chlubną ostoję dla mnie i dla dzieci, jeśli je mieć będę. Takie macie o mnie zdanie wy, przez których ściągnąłem na siebie nienawiść potężniejszych ode nie i o których dobro jeszcze teraz wedle sił troszczyć się nie przestaję.
Ależ macie mnie, choć nie schwytaliście mnie ani na ucieczce, ani na wymykaniu się. A jeżeli swe słowa wprowadzicie w czyn, to wiedzcie, że będziecie zabójcami człowieka, który wiele nocy w trosce o was spędził bezsennie, wiele przebył mozołów i niebezpieczeństw, tak z obowiązku, jak i ponad obowiązek, który z łaski bogów wiele pomników zwycięstwa nad barbarzyńcami z wami postawił, który dokładał wszelkich wysiłków, na jakie go było stać, byście nikomu z Hellenów nie stali się nieprzyjaciółmi. Dlatego też teraz możecie iść według swego wyboru lądem i morzem, bez żadnej z czyjejkolwiek strony zaczepki. Tymczasem wy, kiedy uśmiecha wam się powodzenie i płyniecie znowu tam, dokąd sobie życzycie, kiedy najpotężniejsi was potrzebują, pokazuje się żołd i zjawiają się Lacedemończycy, uchodzący za najmożniejszych, teraz dopiero myślicie, że to pora, by mnie jak najszybciej zabić. A nie była pora wtedy, kiedyśmy byli w ciężkim położeniu, o jakąż wy macie znakomitą pamięć! Wtedy nazywaliście mnie ojcem i obiecywaliście zawsze pamiętać o mnie jako o swoim dobroczyńcy. Z pewnością tak niesprawiedliwi nie są nawet ci, co teraz do was przyszli. Jestem przekonany, że także w ich oczach nie pokazaliście się w piękniejszym świetle przez to, że się tak wobec mnie zachowujecie”.
Na tych słowach skończył. Lacedemończyk Charminos wstał i powiedział: „Na obu bogów klnę się: moim zdaniem, niesprawiedliwie macie żal do tego człowieka. Sam mogę mu poświadczyć. Seutes mianowicie na moje i Polinikosa pytanie, jaki to człowiek, nie miał mu nic do zarzucenia, tylko powiedział, że jest zanadto wielkim przyjacielem żołnierzy. Dlatego gorzej na tym sam wychodzi, tak w stosunku do nas Lacedemończyków, jak i do niego”.
Bezpośrednio po nim wstał Luzjata Eurylochos z takimi słowami: „Moim zdaniem, Lacedemończycy, pierwszym waszym krokiem jako naczelnych wodzów niech będzie uzyskanie nam od Seutesa żołdu, niech zapłaci, chce czy nie chce. Nie odprowadzicie nas, zanim się to stanie”.
Ateńczyk zaś Polikrates zachęcony przez Ksenofonta: „Widzę, mężowie, że jest tu obecny i Heraklejdes, który sprzedał mienie zdobyte naszym trudem, a zysku nie oddał ani Seutesowi, ani nam, lecz ukradł na własne konto. Jeżeli mamy rozum, nie puścimy go, tym bardziej że nie jest Trakiem, tylko Hellenem, i Hellenów mimo to krzywdzi”.
Usłyszawszy te słowa, Heraklejdes zląkł się okropnie i podszedł do Seutesa. „Jeżeli mamy rozum, musimy się stąd oddalić i zejść im z oczu”. Dosiadłszy koni, odjechali do swego obozu. Następnie Seutes wysłał do Ksenofonta swego tłumacza Abrodzelma, wzywając go, by został u niego z tysiącem hoplitów. Przyrzekał, że mu da te grody nad morzem i spełni wszystkie obietnice. A w tajemnicy kazał mu powiedzieć, że słyszał od Polinikosa, iż jeśli wpadnie w ręce Lacedemończyków, Tibron na pewno każe go zgładzić. Podobne wieści przekazywali Ksenofontowi także inni, że został oczerniony i musi mieć się na baczności. Słysząc to, Ksenofont wziął dwa bydlęta ofiarne i złożył ofiarę Dzeusowi Królowi, radząc się boga, czy korzystniej dla niego i lepiej zostać u Seutesa na warunkach przez niego podanych, czy odejść razem z wojskiem. Bóg wskazał mu odejść.
7. Wtedy Seutes ruszył obozem dalej, Hellenowie zaś zakwaterowali się w wioskach, skąd po obfitym zaopatrzeniu się w żywność mieli udać się nad morze. Wioski te Seutes oddał był Medosadesowi. Medosades martwił się, widząc, że dobytek tych wsi niszczeje wskutek pobytu Hellenów. Wziąwszy więc do towarzystwa najbardziej wpływowego męża spomiędzy tych, którzy przybyli z głębi kraju, i około trzydziestu jeźdźców, przybył pod obóz helleński i kazał wywołać Ksenofonta. Ten wyszedł w towarzystwie kilku setników i innych zaufanych ludzi. Wtedy Medosades powiedział: „To jest naszą krzywdą, Ksenofoncie, że niszczycie te wsie. Ostrzegamy więc, ja w imieniu Seutesa, a ten oto w imieniu Medokosa, króla w głębi kraju, abyście opuścili ten kraj. W przeciwnym razie nie wydamy go wam na pastwę, lecz jeżeli będziecie wyrządzali szkody w naszym kraju, będziemy się bronić jak przed nieprzyjaciółmi”.
Ksenofont, wysłuchawszy tego, rzekł:
„Na takie słowa trudno ci nawet odpowiedzieć. Ze względu jednak na tego młodzieńca, powiem, aby wiedział, jakiego rodzaju ludźmi wy jesteście, a jakiego my. Zanim się z wami zaprzyjaźniliśmy, maszerowaliśmy przez ten kraj w dowolnym kierunku, plądrując i paląc, co się nam podobało. I ty, ilekroć do nas posłowałeś, spałeś z nami w obozie bez obaw przed jakimikolwiek nieprzyjaciółmi. Wyście zaś nie zachodzili do tego kraju, albo, jeśli czasem przyszliście, nocowaliście jak w kraju silniejszych od siebie nieprzyjaciół, trzymając w pogotowiu okiełznane konie. Jednak stawszy się naszymi przyjaciółmi, dzięki nam, z łaski bogów, uzyskaliście ten kraj. A teraz wyrzucacie nas z tej krainy, którą myśmy siłą objęli w posiadanie i wam dopiero odstąpili. Bo jak sam wiesz, nie ważyli się nieprzyjaciele nas wypędzać. A ty nie tylko, że nie uważasz za stosowne przy naszym pożegnaniu odwdzięczyć się nam darami i usłużnością za doznane dobrodziejstwa, lecz zabraniasz nam, o ile możesz, nawet obozowania, kiedy odchodzimy. I wygłaszając takie słowa, nie masz wstydu ani przed bogami, ani przed tym mężem, który widzi, że teraz jesteś bogaczem, a zanim z nami przyjaźń zawarłeś, żyłeś, jak sam przyznałeś, z rozboju. Zresztą, czyż ja nadal jestem wodzem, że się do mnie z tym zwracasz? Przecież wodzami są Lacedemończycy, którym wyście oddali wojsko, aby je odprowadzili, mnie, wy najwspanialsi, nie wezwawszy nawet, bym mógł, oddając wojsko, odzyskać ich względy, tak jak ściągnąłem na siebie ich niechęć za to, żem tu je przywiódł”.