Nazajutrz Seutes oddał im, co obiecał, i posłał z nimi poganiaczy bydła. Żołnierze, którzy dotąd twierdzili, że Ksenofont udał się do Seutesa, aby u niego zamieszkać i uzyskać spełnienie obietnic dla siebie, teraz, skoro go zobaczyli, z radością podbiegli ku niemu. Ksenofont, ujrzawszy Charminosa i Polinika, rzekł: „Dzięki wam został uratowany dla wojska ten majątek i wam go oddaję, wy zaś sprzedajcie i zysk rozdzielcie między wojsko”. Przejęli go, wyznaczyli sprzedawców i sprzedawali, ściągając na siebie wiele zarzutów.
Ksenofont jednak nie stykał się z tym wszystkim, lecz w sposób widoczny dla wszystkich przygotowywał się do odjazdu do domu. Bo jeszcze wtedy w Atenach nie uchwalono jego wygnania. Ale przychodzili do niego przyjaciele z wojska i prosili go, by nie odchodził, aż odprowadzi wojsko i odda Tibronowi.
8. Po czym przeprawili się morzem do Lampsaku423, gdzie Ksenofonta spotkał Euklejdes, wieszczek z Fliuntu424, syn Kleagorasa, który pokrył malowidłami ściany w Lykejonie425. Wyraziwszy Ksenofontowi swą radość z jego ocalenia, pyta, ile ma pieniędzy. Ten zapewnia go pod przysięgą, że nawet nie będzie miał na drogę do domu, jeżeli nie sprzeda konia i swych rzeczy. On jednak temu nie wierzył. Ale Ksenofont, kiedy mieszkańcy Lampsaku posłali mu dary gościnne, zabrał się do składania ofiar, zaprosiwszy do tego i Euklejdesa. Euklejdes, przypatrzywszy się wnętrznościom bydląt ofiarnych, powiedział, iż teraz wierzy mu, że nie posiada pieniędzy. „A wiem, że choćbyś miał nawet kiedyś mieć, pokazuje się coś, co stoi na przeszkodzie. Jeżeli już nic innego, to ty sam”. Ksenofont przyznał mu w tym słuszność. Tamten dodał jeszcze: „Na przeszkodzie stoi ci Dzeus Łaskawy. Czy ofiarowałeś mu już426, tak jak w domu miałem zwyczaj u was ofiarować, składając całopalenie427?”. Gdy Ksenofont odrzekł, iż od czasu swego wyjazdu nie ofiarował temu bogu, doradził mu złożyć ofiary według zwyczaju, zapewniając, że mu to wyjdzie na dobre.
Nazajutrz Ksenofont, udawszy się do Ofryneion428 na ofiary, złożył według ojcowskiego zwyczaju całopalenie z dwóch prosiąt i miał pomyślny wynik. Tego samego dnia przybyli Bion i Nausiklejdes, by wypłacić wojsku pieniądze. Ci zagościli u Ksenofonta i weszli z nim w związek gościnności. Konia, którego sprzedał w Lampsaku za pięćdziesiąt darejków, wykupili, podejrzewając, że uczynił to z braku zasobów pieniężnych, i oddali mu go, ale nie chcieli przyjąć zapłaty. Słyszeli bowiem, że tego konia bardzo lubił.
Stąd szli przez Troadę i przeszedłszy przez Idę429, przybywają naprzód do Antandros430, a następnie, maszerując wzdłuż morza, na równinę Teb431. Stąd, obrawszy drogę przez Adramittion i Kertonion koło Atarneusu, doszli na równinę Kaiku432 i osiągnęli miasto Pergamon w Myzji.
Tu znalazł Ksenofont gościnę u Hellady, żony Gongylosa z Eretrii433, matki dwóch synów, Gorgiona i Gongylosa. Powiedziała mu, że na tej równinie ma swój zamek Pers Asidates. Gdyby poszedł na niego z trzystoma ludźmi, mógłby go ująć z żoną, dziećmi i majątkiem, który jest duży. Na przewodników wysłała swego siostrzeńca i Dafnagorasa, którego wysoko ceniła. Gdy Ksenofont miał już ich koło siebie, złożył ofiary, a obecny przy tym wieszcz Basjas z Elidy oświadczył, że ofiary zapowiadają jak najlepszy wynik i że tego męża można ująć. Ruszył więc po wieczerzy, przybrawszy sobie najprzychylniejszych setników, których wierność przez cały czas okazała się niezachwiana, aby i im przysporzyć jakiejś korzyści. Przemocą dołączyło do niego sześciuset innych, choć setnicy starali się ich odpędzić, by nie dzielić się z nimi majątkiem, który niby ich tam czekał.
Kiedy przybyli tam około północy, uciekło wraz z bydłem bardzo wielu niewolników, mających swe legowiska naokoło wieży, ale ci o to nie dbali, chcąc dostać w swe ręce samego Asidatesa z jego skarbami. Wieży nie mogli zdobyć oblężeniem, gdyż była wysoka i wielka, zaopatrzona w strzelnice, pełna walecznych ludzi. Usiłowali więc włamać się do niej. Mur był gruby na osiem glinianych cegieł. Z brzaskiem dnia otwór był wybity, ale ledwie coś zaczęło przeświecać, ktoś od wewnątrz przebił na wylot udo najbliższego rożnem, używanym do wołowej pieczeni. A potem strzelali tak gęsto z łuków, że nawet nie dało się bezpiecznie przechodzić obok otworu. Na ich krzyki i znaki dawane ogniem przybył im na pomoc Itamenes na czele swej siły, z Komanii zaś asyryjscy hoplici i około osiemdziesięciu hyrkańskich jeźdźców, którzy także byli na żołdzie królewskim434, ponadto prawie ośmiuset peltastów, śpieszyli też na pomoc z Partenion, Apolonii i pobliskich grodów; między tymi była także konnica.
Wtedy, oczywiście, była już pora myśleć o odwrocie. Wziąwszy więc te woły, jakie były, i owce, pędzili je razem z niewolnikami. Wszystko to było w środku kwadratowego szyku, który ustawili nie w tym celu, by zwracać uwagę na zdobycz, lecz by odwrót nie zmienił się w bezładną ucieczkę. Gdyby bowiem odeszli, porzuciwszy zdobycz, nieprzyjaciele nabraliby odwagi, a straciliby ją żołnierze. Teraz zaś odchodzili, walcząc niby o to zdobyczne mienie. Kiedy zaś Gongylos zobaczył słabe siły Hellenów i wielką moc atakujących, wbrew woli matki poszedł na pomoc ze swą drużyną, by wziąć udział w tym boju. Szedł z nim razem na pomoc i Prokles435 z Halisarny i Teutranii, potomek Damarata. Ludzie Ksenofonta, gdy im już mocno doskwierały pociski z łuków i proc, maszerowali kołem, by tak zasłonić się tarczami przed natarczywością strzał. Z trudnością przeszli przez rzekę Karkasos, a blisko połowa była rannych. Wtedy otrzymał ranę setnik Agasjas ze Stymfalos, który cały czas walczył z nieprzyjacielem. W końcu wydostali się bezpiecznie i uratowali około dwustu niewolników, a bydląt tyle, że mogło starczyć na ofiary.
Nazajutrz Ksenofont po złożeniu ofiar wyprowadził wojsko w nocy, żeby pójść jak najdalej w głąb Lidii, w tym celu, aby Asidates nie obawiał się niedaleko stojącej armii, lecz przestał się mieć na baczności. Ten zaś, gdy doszło do jego uszu, że Ksenofont składa znowu ofiary z myślą o wyprawie na niego na czele całego wojska, przeniósł się do wiosek leżących pod miastem Partenion. Tam natknął się na niego Ksenofont ze swymi ludźmi i wzięli go z żoną, dziećmi, końmi i całym mieniem. I tak sprawdziła się wróżba pierwszej ofiary.
Następnie wrócili do Pergamonu. Tu Ksenofont złożył dziękczynne ofiary bogu. Albowiem Lakończycy dokładali starań, i setnicy i inni wodzowie, a także żołnierze, aby wybrał sobie ze zdobyczy konie, zaprzęgi i inny dobytek. Toteż teraz mógł już innym wyświadczać dobrodziejstwa.