Chwila ciszy. Zupełnej ciszy. Mówię:
— Masz walonki.
— Nie będą mi potrzebne. A płaszcz, ten twój granatowy, pożyczysz mi?
— Tak.
— Tak.
— No, to dobrze.
Zamknął oczy. Udaje, że śpi. Minuta, dwie, trzy. W końcu:
— No to kurwa.
I już nie udaje. Patrzy w powałę64. W milczeniu Pietia cedzi denaturat. Przez pięć sączków. Czas się wlecze. Wraca Grisza:
— Będzie za pół godziny.