— Ale tu nie ma chorych na tyfus, co?
Andrzej, który miał do czynienia z wieloma bredzącymi, mruknął:
— Naturalnie, że nie.
Jedno ciało na podłodze ucieszyło się:
— Właśnie, że tak. Sam tyfus, idiota.
— Panie, ja mam sraczkę, żaden tyfus.
— Kładź się pan.
Popatrzył jeszcze raz na kartkę:
— Naturalnie, że tyfus.
— Ja się nie kładę. Zarażę się.