— Nie mogę tak powiedzieć, bo to nie jest prawda.

I tak w kółko.

I ona zacinała się coraz więcej (nieświadomie), on był coraz bardziej zrozpaczony, ona zaczynała płakać: ani jednej łzy, twarz rzeźbiona w kamieniu i nieuchwytna.

— Daj mi odejść, daj mi odejść — prosiła go. — Jeszcze mam zrobić cztery zadania matematyczne. Kręci mi się w głowie, już nic nie wiem, co chciałam, a czego nie, nic już nie wiem.

On nie spał pół nocy, a ona uspokajała się przy matematyce. On przemawiał do siebie:

— Emil, uspokój się, głaskam cię po włosach.

Gdy ryczał odjeżdżający okręt, Ewa myślała, robiąc matematykę:

— Ktoś odjeżdża.

Widma sylwestrowe

Śnieg padał. Znaleźli duży balon sylwestrowy na środku pustej jezdni. Usiedli po obu stronach balonu i pocałowali się ponad nim. Balon chodził za nimi jak pies.