Gdy wrócił wreszcie do niego:
— Chodźmy na klinikę chirurgiczną. Tam mnie znają.
Klinika stała w głębi ogrodu, jodły były pełne śniegu, stary portier o dużych wąsach był nieco zdziwiony. W dyżurce siedziała siostra Marysia, nieco za otyła, o granatowych oczach, opuszczała i podnosiła długie rzęsy.
— Zawadzki operuje appendicitis z peritonitem149.
Emil poprosił o dwa fartuchy i powiedział do Ewy:
— Mogłabyś zostać siostrą. Ładnie wyglądasz.
Do Marysi:
— Profesora chyba nie ma w Sylwestra.
Marysia skinęła rzęsami, tak jakby kto inny skinął głową.
W operacyjnej paliło się niebiesko-białe światło. Pacjent miał już otworzony brzuch, w którym było widać tylko żółto-białą masę. Jelita miał wyciągnięte na wierzch, ropa śmierdziała, Zawadzki był czerwony, sapał przez maskę, grzebał w jelitach, mruczał coś do instrumentariuszki. Ponieważ instrumentariuszka została przyzwyczajona przez profesora do dosłownego powtarzania podczas operacji jego wszystkich poleceń personelowi, powiedziała: