Więc wrócili. Szli obok siebie w milczeniu. To była z jej strony poza może, która się mogła stać decyzją na serio, albo decyzja na serio, która mogła przejść w pozę; to wszystko jedno zresztą. On wiedział o tym i myślał:

— Jednym jedynym słowem mogę zepsuć wszystko. Jeden ruch ręki i przegrałem. Wiem, że ona teraz pójdzie do domu, jeśli ja czegoś nie zrobię. I wtedy to, co jest teraz grą, stanie się nieodwołalnie naprawdę. To będzie pierwsza i ostatnia rzecz, która będzie „nią”. Czuł idealną pustkę w głowie, jak zwykle wtedy, gdy zdawał sobie sprawę, że musi coś wymyślić.

W pewnym momencie ona stanęła i zdjęła kapelusz z głowy.

— Masz tu ten twój kapelusz.

Deszcz spływał jej strugami po twarzy.

— Nie musisz mnie odprowadzać...

Wtedy on odpowiedział najlepszym i najswobodniejszym ze swoich głosów:

— Możesz go już włożyć z powrotem. To było dobrze zagrane. Początek, to znaczy scena koło krat, była słabsza.

Błyskawica przeszła przez jej twarz... Wymówiła wolno, głosem uczennicy:

— Naprawdę, było dobrze zagrane?