Powiedziała szeptem:

— Będę udawała trupa.

Wtedy urwało się coś w nim.

— Ala, proszę cię, ubierz się — i pogłaskał ją po włosach.

Pomagał jej zapiąć biustonosz. Dał jej suknię, która nie była jej suknią. (Tamtą zapakował w gazetę). Miała taką minę, jakby jej pożyczał książkę. Wydawało mu się, że jest martwy. Odprowadził ją do drzwi.

Przy drzwiach powiedziała głosem smutnym i łobuzerskim:

— Szkoda, że jesteś cielę.

I wyszła.

Wrócił do pokoju. Usiadł przy fortepianie i popatrzył na fotografię Ewy, którą kochał, i na leżący obok jej mokry kapelusz.

Samo się myśli