O godzinie 11 odprowadzał Emil Ewę do domu.

— Twój ojciec mi się podoba — powiedziała.

— Co znaczy „podoba”? — spytał nieostrożnie.

W niej siedział zawsze jakiś diabeł:

— To znaczy, że mogłabym z nim. Nie wiesz, że młodym dziewczętom podobają się starsi, siwi panowie?

On był niepoprawny. Czym bardziej mówił na serio i denerwował się, tym ona mówiła też bardziej na serio i myślała na serio o rzeczach, o których by nigdy przedtem poważnie nie pomyślała.

— Mimo że Filip jest moim ojcem?

— Mimo że Filip jest twoim ojcem.

Słowo „Filip” w jej ustach. Tak, jakby on miał na to monopol.

— To weź go sobie. On cię bardzo lubi.