— Nie martwisz się, że było wtedy. Z całkiem innego powodu.

— Z jakiego?

— Nie gniewaj się, że będę przykry.

— Mów.

— Że ty nie możesz odgrywać tej roli, którą ja odgrywam.

— Nieprawda.

— Ja jeszcze nie skończyłem. Po prostu zmiana ról wytrąciła cię z równowagi. A ty byłeś raczej predestynowany60 do mojej roli. Gdyby było odwrotnie, to mielibyśmy również zmartwienie, ale odpowiadające naszym poprzednim stosunkom; łagodne zmartwienie.

Ciśnienie ustępowało jak powietrze z dziurawego balonu. Obaj odetchnęli głęboko.

— Co teraz będzie?

Janek uśmiechnął się i odpowiedział: