— On jest jeszcze za mały — krzyczy — mój Józio najmilszy.

To się powtarza.

Ewa wkłada mechanicznie dziecinny pierścionek z małym czerwonym kamyczkiem i łańcuszek z serduszkiem z korala. Otwiera okno; powietrze, zapach wilgotnej ziemi, wiatr znad rzeki.

Śniadanie z otwartym zeszytem: matematyka.

W sypialni wspaniała awantura. Wolne crescendo. Mama coś wmawia ojcu. Łóżko trzeszczy, ma się wrażenie, że lada chwila pękną. Sypialnia gotuje się.

... ona jest stara i gruba i on ją kocha. Na szczęście ja jestem podobna do niego”.

Ubiera się, bierze teczkę. Nagle blednie. Otwiera drzwi od sypialni i krzyczy autentycznym głosem przekupki:

— Stulić mordy!