Oglądał ją dokładnie od dołu do góry, w sposób rzeczowy, a jednak niesłychanie uważny i skupiony. To był odłamek doskonale przetrawionej pozy sławnego diagnostyka, przyjaciela jego ojca, gdy ten bez badania, po pięciu minutach patrzenia na nagiego pacjenta mówił: — Ubrać się. Carcinoma ventriculi96. Przerzut do wątroby — i miał rację. Oglądał ją więc i myślał:
— To ją powinno trochę przynajmniej denerwować. Ale ona się denerwuje, widać, w sposób specyficzny, i zamknęła oczy. Albo ja to źle zrobiłem, albo ona jest nieco dziwna.
— Czy wiesz, że zmieniłaś się?
— Wiem o tym dobrze. Oglądam się co rano w lustrze.
— Nago, jestem pewien.
— Tak, nago.
To było powiedziane w ten sposób, żeby on myślał inaczej. Ale on wcale inaczej nie myślał. Chwila ciszy takiej, że słychać było chrzęst badyla, który się uginał pod ciężarem jaszczurki. Małe wygięte nozdrza odchylały się przy oddechu.
— Próbowałaś kiedyś malować wewnętrzną stronę skrzydełek nosowych?
— Jesteś matoł.
— To jest możliwe, ale jak przyjdziesz do domu, to spróbujesz i stwierdzisz, bo nie jesteś bardzo głupia, że to daje doskonały efekt. Naturalnie, nie powiesz mi o tym.