— Dziś są moje urodziny.

— Ile lat kończysz?

— Dwanaście.

Milczała chwilę. Odwrócił głowę, bo słońce świeciło mu w oczy.

— Proszę pana, czy ja mogę pana pocałować?

Odpowiedział wolno:

— Możesz.

Podeszła do niego od tyłu, objęła rękami jego podbródek i pocałowała go w policzek uważnie, bez cmokania. I dotknięcie jej było jak słońce, leżące na powiekach. Odsunęła się i stała przy nim. Szeroko otwartymi oczami patrzała prosto w słońce. Była blada.

— Dziś są twoje urodziny, więc zapraszam cię na lody.

To było przyjemnie niekonsekwentne, bo postanowił się stąd wyprowadzić ze względu na małą.