— Co malowałaś teraz?

— Tel Awiw.

Poszedłem do ciemniejącego stołu i zobaczyłem wielką zatokę, idealnie niebieską, żółty grunt, a na nim ciemnożółte domy. Kolor niebieski morza i żółty, który przypominał ciepło greckich kolumn. Powiedziałem. Zainteresowało ją nagle. Zaczęła mnie szczegółowo wypytywać o greckie kolumny, budowle. W końcu zamilkła, przesuwając językiem po wargach. Myślała zapewne o Morzu Jońskim lub o kolorze cielesnożółtym.

Wtem jej ojciec wybiegł z łazienki ze swoją już drukowaną broszurą.

— Czyta pan po hebrajsku?

Gdy odpowiedziałem przecząco, powiedział:

— Aha.

— Jego kupiła ciocia Cin, więc...

On pokiwał ze zrozumieniem głową, choć byłem pewien, że nic nie rozumie.

— Aha, aha — zamruczał i poszedł.