— Z Bogiem. Jak tam stara?
Miał na myśli panią Cin.
I mówiłem:
— Dzień dobry, Dawid.
Fryzjer. Miałem długą brodę i nie goliłem się.
W tej chwili wpadła na górę dziewczynka, skandując: „Da-wid, Dawid, król Israeee-la”. I tak w kółko.
Jak tylko wróciłem do domu, pojawiło się w moim pokoju drugie łóżko, a na nim typ długi i zielony. Nie zwracał na mnie uwagi. Była to widać jego profesja, którą wykonywał z dużą dozą automatyzmu. Miał małe wąsiki. Był już w pidżamie. Wtedy weszła pani Cin i powiedziała z dobrocią:
— Po co takie koszty? Niech pan powróci do ubikacji i koniec. A tak? Wie pan, ile mnie kosztuje wyszybajło33: ale skutek gwarantowany. Podpisaliśmy umowę u adwokata. Gdybym nie musiała chodzić na Posiedzenie Pisma...
— A smycz? — powiedziałem nieśmiało.
— Smycz to telefon i laska. A zresztą on się zgodzi, na cztery nogi, nie na trzy. Choć jednego mopsika miałam, co kulał. Przekona się pan i będzie jeszcze mnie pan prosił.