— Dawno już — powiedziała.

— Wychowuje cię Pata (to była jego najstarsza żona) i ona chodzi z tobą po naszym ogrodzie, który jest duży i piękny.

— Strumień jest piękny i jak wchodzę na wysokie drzewo granatowe, to widzę meczet za naszym murem.

— Byłaś tam?

— Ależ nigdy nie opuszczałam ogrodu. Zresztą raz, jako pięcioletnia dziewczynka, byłam. Nosiliśmy ryby do basenu.

Przypełzła do kawałka kości, który on jej wytrącił. Złapał ją za nogi, przyciągnął, powiedział:

— Bądź cicho — i rozebrał ją.

Trzymała w ręce kurczowo kość.

— Teraz słuchaj mnie dokładnie.

I wyłożył jej, jak ma się ułożyć, co ma zrobić. Zainteresowało ją to. Potem powiedziała, żując kość: