— Od ósmej do drugiej w nocy. Będzie pan musiał trochę zaczekać.
Więc czekam.
— Gutentag, panie doktorze.
— Co tam?...
Byłem w dużym gabinecie i na końcu, za czerwonym stołem siedział skulony, jak pająk, doktor.
— Chciałbym, by mnie pan zbadał, obejrzał.
— A to pan, panie, panie...
Obrócił się tak, że zobaczyłem jego grube szkła.
— Pan mi zapisał, no, że tak powiem... klozet.
— Aha, aha, w tym nie ma nic dziwnego. Ja sam, wie pan, w podobnych okolicznościach, jestem zmuszony.