Jego niebieskie oczy, otoczone czerwonymi obwódkami.
— Ustalmy, że jest pan chrześcijaninem.
Zaprzeczyłem i żachnąłem się:
— Ależ skąd.
— Otóż właśnie. Każdy z nas chodzi do ubikacji. I pan sobie tam urządził prywatną Golgotę. I panu niewygodnie jest w pluszowym fotelu.
Głos doktora potężniał. Istotnie poczułem się niewygodnie.
— Czy wpuszcza pan panią Cin przynajmniej do ubikacji?
— Tak, nie, ona ma klucz... Miałem kiedyś sen, wstydzę się opowiedzieć. Miałem tylko sen, że pani Cin weszła do ubikacji, włożyła mnie do muszli. Usiadła...
– Ależ to bardzo dobrze.
— Nie rozumiem. Dlaczego?