— Doskonale! Nie mam bynajmniej zamiaru wystawiać cierpliwości twej na długą próbę. Jesteś mężczyzną, spodziewam się zatem, że największa nawet radość o śmierć cię nie przyprawi.

Powiedziane to było tonem lekko ironicznym, który nie uszedł uwagi Rolanda.

— Do czego wszystko to zmierza? — przerwał niecierpliwie.

— Przygotowuję ci niespodziankę.

— Cóż to takiego?

— Wielka, olbrzymia niespodzianka! Czy przypominasz sobie, coś mi powiedział wczoraj przy pannie Gilbercie?

— Cóż ja ci powiedziałem?

— Te słowa: „Brat mój może powrócić; przyjmę go z otwartymi rękoma”.

Roland zaczynał powoli rozumieć. Ciało jego zaczęło wilgotnieć od potu.

— Ależ to zupełnie naturalne — odparł jakimś nieswoim głosem. — Czyż o takich rzeczach można mówić inaczej?