— Czy pan hrabia, broń Boże, niezdrów? — zapytał, dostrzegłszy zmienioną twarz Rolanda.
— Nie o to chodzi. Czy możesz rozporządzać Ben Joelem lub kilkoma innymi pieskami tegoż samego gatunku?
— Ben Joel należy do nas ciałem i duszą. Dość grubo posmarowaliśmy go za to. Jestem pewny, że znajdzie on w potrzebie pomocników, na których również będzie można liczyć.
— W takim razie nie traćmy ani chwili.
— Co trzeba czynić?
— Muszę koniecznie, dla powodów, których znać nie potrzebujesz, dostać do rąk pewien ważny dokument spisany własną ręką mego ojca.
— Gdzie się ten dokument znajduje?
— Tego właśnie nie wiem. Wiadomo mi jedynie, że otrzymał go w depozyt Cyrano i że tenże Cyrano powierzył go z kolei komu innemu.
— Do licha! To bardzo zagmatwane!
— Nie ma węzła tak splątanego, by nie można go było rozwiązać przy pomocy cierpliwości.