Rzucił z pośpiechem do tłumoczka przedmioty wyglądające tak niewłaściwie w rękach poety i zaniósł się silnym kaszlem.

— Proszę wejść! — zawołał słabym, świszczącym głosem.

We drzwiach ukazał się gospodarz.

— Za pozwoleniem — rzekł. — Zapomniałem zapytać waćpana o nazwisko.

— Matus Lescot.

— Z Andegawii?

— Tak jest.

— Zapewne z Angers?

— Owszem.

— Przybywa waćpan do Paryża dla własnej przyjemności?