Wziął pióro, nakreślił pośpiesznie kilka wierszy poniżej swego podpisu i położył pod nimi olbrzymie C, zaświadczając autentyczność dopisku. Następnie zapieczętował ponownie list i przywołał Castillana, którego rozgłośny śpiew budził echa w całym zajeździe.
Sekretarz, któremu przerwano w samym środku najpiękniejszą strofę, wychylił z bocznego pokoju swą twarz żałosną.
— Zbliżno się, diabelski muzykancie — rzekł Cyrano. — Trzeba się wziąć do innej antyfony. Czy masz pieniądze?
Na to pytanie, które młodzieńcowi wydało się dość potwornym, wytrzeszczył on oczy i otworzył usta z zamiarem zapytania mistrza: azali wypadkiem nie popsuły mu się w głowie klepki?
— Pieniądze? — powtórzył, jakby w przypuszczeniu, że źle słyszał.
— Jeśli pytam cię o to, synku, mam do tego ważne powody. W worku moim tuła się jeszcze zaledwie kilka pistolów; potrzeba zaś nam pieniędzy, dużo pieniędzy, całą masę pieniędzy.
— To już lepiej zażądać od ostu, aby rodził róże i od cierni, aby pokryły się czereśniami! — zauważył bezwstydnie sekretarz, nie mogąc opanować uczucia ironii, które nim zawładnęło.
— Wyśmienicie! — rzekł Cyrano, nie odpowiadając wprost na uwagę pisarka. — Dać ci tylko kupę gnoju do leżenia, skorupę do drapania się i żonę do wymyślania ci, a będziesz najdoskonalszym powtórzeniem nieszczęśliwej i płaczliwej figury biblijnego Joba.
— Trudno o dowcipniejsze i trafniejsze porównanie, drogi mistrzu.
— Trzeba jednak koniecznie, synku, żebyś dziś jeszcze, zanim noc zapadnie, posiadał dobrego konia, ciepłą odzież i pełną kieskę.