Pochłonął to wszystko w mgnieniu oka i odstawiwszy próżny talerz, rozłożył przed sobą czysty zeszyt, który jął zapisywać z błyskawiczną szybkością.

Sławetny Gonin, ciekawy jak wszyscy hotelarze, zerknął kilkakrotnie w stronę piszącego, a dostrzegłszy, że zaczernia papier rzędami liter jednakowej mniej więcej długości, domyślił się, że pisze wiersze.

Jakie jednak i o czym?

Zapytał, nie mogąc ciekawości przezwyciężyć.

— Ach, ach! — zakaszlał poeta — mam wiele kłopotów ze swym bohaterem. Już po raz dwudziesty rozpoczynam jedną z jego wielkich tyrad... Niestety! Jakże to dalekie od wspaniałych wierszy Cyrana, mego niedoścignionego wzoru! Pierwszy lepszy urywek tego ulubieńca Muz wart więcej niż wszystko, co mój mózg wysmażyć potrafi. Ach, posłuchaj pan tylko tych wierszy z jego genialnej Agrypiny.

Staruszek tragicznym ruchem zarzucił serwetę na ramię, uczynił wspaniały, szeroki gest, wywrócił strasznie oczy i stając na wprost gospodarza wykrzyknął:

W głębi duszy kobiety tej ja nienawidzę!

— To mówi Sejanus — objaśnił głosem uspokajającym, który jednak natychmiast przeszedł w ton tragiczny przy wierszach następnych:

W głębi duszy kobiety tej ja nienawidzę!

I choć mnie ubóstwiała, i choć dla mnie traci