Castillan usiadł i przypuścił bohaterski atak do pulardy.
Izba tymczasem napełniała się ludźmi.
W tłumie, który „Pod Uwieńczonego Pawia” sprowadzała godzina obiadowa, przeważał żywioł wojskowy. Oberża, w której zatrzymał się Castillan, zaliczała do swych stałych gości sporą liczbę oficerów i kadetów z pułku imcipana de Casteljaloux, który kwaterował właśnie w Estampes i w którym sam Cyrano służył był niegdyś w stopniu kapitana.
Prawie wszystkie miejsca były już zajęte, gdy otwarły się z hałasem drzwi i wkroczył do izby Esteban de Poyastruc, wiodąc ze sobą Ben Joela i Rinalda. Było umówione, że w krwawej komedii, jaka się tu odegra, pierwsza rola przypadnie zbirowi, on też wysunął się od razu na plan pierwszy.
— Hej, oberżysto! — krzyknął na gospodarza. — Trzeba mi tu zaraz kilku miejsc przy stole. Jednego miejsca dla mnie, a dwóch dla tych panów, których miałem honor spotkać w drodze i którzy, jak ufam, zaszczycą mnie i przy obiedzie swym towarzystwem.
Dwaj zbóje skłonili się na znak zgody.
Gospodarz powiódł niespokojnym wzrokiem po sali, następnie, zwracając się do Estebana, rzekł z żalem:
— Sam pan dobrodziej widzisz, że wszędzie pełno.
Palec Prowansalczyka skierował się w stronę Castillana, który spokojnie dogryzał swoją pulardę.
— A ówże stolik?