„Nie wątpię już — pomyślał Castillan, usłyszawszy to wyzwanie — że w tym wszystkim tkwi hrabia de Lembrat. Nie bardzo to przyjemne rozpoczynać podróż od bójki, ale: tym gorzej! Ten drągal nie przestrasza mnie wcale swymi sępimi ślepiami!”

Uczyniwszy w myśli tę uwagę, sekretarz Cyrana podniósł się, oparł obie ręce o stół i patrząc śmiało w twarz zbira, zapytał tonem niezmiernie łagodnym:

— Kiedy pan raczysz nareszcie zakończyć ten żarcik?

— Jedno słowo! — rzekł tamten. — Grasz waść czy nie grasz?

— Nie gram.

— A czy bijesz się?

— Zawsze.

Zbir skłonił się.

— Przykro mi — rzekł — że nasz obiad w taki sposób się kończy, ale waść sam tego chciałeś. Sądzę, że nic nie będziesz miał przeciw temu, abyśmy załatwili na poczekaniu tę drobną sprawę. Czy masz waść sekundantów?

— Znajdę ich — odrzekł Castillan, przebiegając oczyma grupę oficerów, którzy nadbiegli na hałas wywołany sprzeczką.