Wypadało odpowiedzieć w sposób właściwy na tę taktykę.

Castillan podniósł lewe ramię i jął machać rozwiniętą do połowy opończą, niby skrzydłem olbrzymiego, nocnego ptaka.

Płomień latami zachwiał się kilkakrotnie i zbir zląkł się nie żartem45, że może zagasnąć.

Trzeba było kończyć.

Podniósł szpadę i pchnął silnie, jakby chciał przebić młodzieńca z góry na dół.

Castillan skorzystał z tej chwili.

Silnym ruchem opończy zgasił latarnię, która wypadła z ręki Estebana, jednocześnie zaś wbił mu ostrze szpady w gardło.

— A!... — zacharkotał46 zbir, padając ciężko na ziemię.

A gdy Rinaldo pochylił się nad nim, wybełkotał jeszcze:

— Mówiłem... mó... wiłem... że to nie... pisklę... lecz... ko... gut!