Gdy Sulpicjusz powrócił, Cyganka pochwyciła z jego ręki tamburyno; postawiła na nim pełny kieliszek i podając mu, rzekła:
— Za zdrowie naszej miłości, panie mój i królu...
Jednocześnie wzięła ze stołu swój kieliszek i wyciągnęła rękę, aby trącić się z kochankiem.
Temu ostatniemu myśl zalotna przebiegła przez głowę.
— Chwileczkę jeszcze, królowo! Na stwierdzenie naszego związku i naszej jedności chciałbym, jeśli pozwolisz, przemienić nasze kieliszki, aby moje usta dotykały miejsca, na którym twoje spoczęły.
Marota zbladła; szkło zadrżało w jej ręce. Ale nie była ona z tych, co to łatwo głowę tracą.
Prawie natychmiast przyszła do siebie i z czarującym uśmiechem odrzekła:
— Myśl twoja zachwyca mnie. Bądź pewny, że zachowam ją w pamięci. Na nieszczęście...
— Co za nieszczęście?
— Objawiłeś ją za późno.