— Chcesz go zamordować? — spytała Marota z drżeniem.
— Dobre pytanie! Cóż cię to zresztą może obchodzić?
— Ja na to nie pozwolę — oświadczyła głosem stanowczym.
— Mówisz od rzeczy. Trzeba sprzątnąć młokosa. Przeszkadza nam. A zatem usuń się i pozwól nam czynić, co do nas należy.
— Nie.
— Uparta dziewka! — mruknął Cygan.
Rinaldo nic nie mówił, ale chwycił Marotę za ramię.
Tancerka wyślizgnęła mu się w jednej chwili, pobiegła do łóżka i dobyła zza gorsu sztylet, z którym nigdy się nie rozłączała.
— Spróbujcie teraz zbliżyć się! — zawołała groźnie.
— Szkoda czasu! — zauważył Rinaldo.