Zaczynał właśnie z tego punktu widzenia rozpatrywać sprawę, gdy służąca zapukała lekko do drzwi.
Sulpicjusz otworzył z pośpiechem.
— Gdzie ona? — zapytał wchodzącej.
— Kto taki, proszę pana?
— Marota, dama, z którą wieczerzałem.
— O, już kawał czasu, jak oddaliła się, proszę pana.
— Oddaliła się. A w jakim kierunku?
— W kierunku Orleanu.
— Przeklęta oszukanica! — zaklął młodzieniec. — Ona to okradła mnie! Ale dlaczego? Nic nie rozumiem.
Służąca wyciągnęła z kieszeni kartkę w kilkoro złożoną i podała Sulpicjuszowi.