— O, panie — rzekł gorzko młodzieniec — nie lękaj się! Widzisz przecież, żem w kajdanach.

Roland dojrzał jedynie, że prawa noga Manuela przytwierdzona była krótkim, silnym łańcuchem do podłogi więziennej.

Skinął na klucznika, aby się oddalił, i przystąpił do Manuela.

— Nie spodziewałeś się pan moich odwiedzin? — rzekł.

— Dlaczego? — odrzekł więzień z ironią. — Pragnąłeś pan może własnymi oczami upewnić się, czy jestem dobrze strzeżony.

— Mylisz się pan. Przybywam, aby się dowiedzieć, czy chcesz się stąd wydostać?

— Pan mówisz o uwolnieniu mnie, pan!

— To pana dziwi?

— Nie, nic mnie już nie dziwi. I słyszysz pan, że nawet to słowo „uwolnienie” wymawiam głosem spokojnym, bo wiem, że w ustach pańskich jest ono przynętą, którą się rzuca do sideł.

— Fałszywie sądzisz mnie, Manuelu!