Gdy już przygotowania zostały ukończone, młody stróż zapytał:

— Ale czy naprawdę prosto z kościoła powrócisz jegomość tutaj?

— Skoro jestem pod twoją strażą, jakże mógłbym nie powrócić? Zastanów się tylko.

— Bo to takie czarowniki, co z aniołami za pan brat gadają, mogą robić, co zechcą. A jakbyś mi jegomość zniknął w ręku jak kamfora, to co? Ale tymczasem zabierajmy się, bo to już dziewiąta.

— Na to tylko czekam, kochaneczku. Prowadź mnie, a uważaj, żeby nas nie odkryto.

— Nie ma strachu! Niech no tylko jegomość lepiej nasunie kapelusz na nos, bo bez urazy jegomościa, trochę zanadto on wystaje.

Cyrano nie bardzo lubił, gdy mu przypominano wyjątkowe rozmiary jego organu powonienia. Tym razem jednak okoliczności uczyniły go wyrozumiałym i pobłażliwym.

— Uwaga twoja — rzekł łaskawie — nie jest pozbawiona słuszności; zapomniałeś mi jednak powiedzieć o rzeczy znacznie ważniejszej.

— O czymże?

— Czyś był w zamku i czyś spełnił, co ci zleciłem?