— Zawiodła cię tym razem pamięć. Według mego obliczenia pan de Bergerac powinien w tej chwili dojeżdżać do Colignac lub nawet już się tam znajdować.

— Chcesz zatem...

— Chcę prosić cię, abyś się udała o świcie do Colignac i sprowadziła tu mego mistrza.

— Alboż mi on zaufa?

— Karta, w którą cię zaopatrzę, usunie wszystkie jego wątpliwości. Czy umiesz jeździć wierzchem?

— Jak amazonka.

— Wybornie! Siądziesz zatem na mego wierzchowca, z którym zresztą nie wiedziałbym nawet, co tu czynić. Ja zajmę się przygotowaniem wszystkiego do twego powrotu. Upomnij jednak pana de Bergerac, aby przybywał bez najmniejszej straty czasu i opowiedz mu wszystko, co tu zaszło.

— Czy i to nawet, co się mnie dotyczy?

— Nawet i to. Jest to zacne serce. Potrafi on ocenić jak należy twoją skruchę i twoje poświęcenie.

— Czy twój mistrz jest kochliwy, mości Sulpicjuszu?