— Mamy więc jedynie kłopot z wyborem! — zaśmiał się Cyrano.
I zwracając oczy na tego, którego nazwano Manuelem, spytał:
— Jesteś, mój chłopcze, poetą?
— Bywam nim niekiedy, wielmożny panie.
— Jesteśmy w takim razie braćmi. Pozdrawiam cię w imię Apollina.
Młodzieniec skłonił się.
— Dzięki, panie Cyrano — rzekł uprzejmie.
— Znasz mnie zatem?
— Jak wszyscy w Paryżu.
„To dziwne — myślał w tej chwili Cyrano — rysy tego chłopca doskonale są mi znajome, nawet dźwięk jego głosu nie jest mi obcy”.