Odgrywała przez jakiś czas rolę wróżki, której ją od dzieciństwa wyuczono, a gdy wyróżniony przez nią młodzieniec zdawał się wahać z żądaniem wróżby, uśmiechnęła się doń i dała mu znak, aby się przybliżył.
Usłuchał bez namysłu i otwartą dłoń podał dziewczynie.
Zilla dotknęła palcem linii życia, a jednocześnie swój wzrok płomienny zatopiła w oczach młodzieńca.
— Szczęśliwy chłopiec — rzekła głosem tajemniczym. — Kocha... i jest kochany.
To odkrycie, łatwe do zrobienia, gdy pytający jest przystojnym, dwudziestoletnim chłopcem, wywołało silny rumieniec na twarzy sługi więziennego.
— I... — szepnął — wiesz pani, że...
Nie dokończył. Obawiał się może powiedzieć za wiele i chciał pozostawić Zilli odgadnięcie wszystkich tajemnic swego serca.
— To, co mam wyjawić — rzekła tajemniczo — może być wysłuchane tylko przez pana samego.
XXXIV
Tłum rozstąpił się przed Cyganką.