— Dzieciaku! — Sawiniusz ujął hrabiego za rękę. — Byłżebyś zazdrosny o Cygana?

— Puść mnie!

I Roland, pokazując Manuelowi otwartą furtę, zawołał:

— Wynoś się, błaźnie, jeśli nie chcesz, abym ci kij połamał na grzbiecie!

— Za pozwoleniem — odparł Manuel tonem spokojnym, nie cofając się na krok jeden — gdybyś pan chwycił za kij, ja ująłbym za szpadę.

Roland wybuchnął śmiechem szyderczym, zjadliwym...

— Żebraku! — krzyknął — precz stąd!

— Panie hrabio! — zawołała Gilberta, rzucając się pomiędzy zapaśników.

Roland ujął ją za rękę.

— Nie obawiaj się, pani. Jeśli bywam zazdrosny o najmniejszą rzecz, która osoby twej dotyka, umiem też płacić za dostarczone ci rozrywki! Masz, łotrze!