Z tonu, jakim słowa te zostały powiedziane, Castillan zrozumiał, że Marota go nie zwodzi.

Uśmiech zabłysnął na jego ustach, wilgotnych jeszcze od łez.

— Kiedy odjedziesz? — zapytał.

— O wschodzie słońca.

— Odprowadzę cię.

— I owszem. Dobranoc, Sulpicjuszu.

— Dobranoc, Maroto — westchnął młodzieniec.

I rozstali się w chwili, gdy jespan Gonin, skończywszy swą drzemkę, zabierał się do zaryglowania drzwi czołowych.

XLIV

Hałastra prowadzona przez Ben Joela przybyła przed pałac hrabiego Rolanda.